Luźny dzień wspólnie spędzony

Dzisiaj prawie cały dzień spędziłam z Jarkiem. Rano pojechaliśmy do przychodni  gdzie musiałam iść pobrać krew a potem pojechaliśmy coś załatwić do urzędu. Dzień miałam trochę nerwowy jak to bywa kiedy robię morfologię, zaawsze wtedy się strasznie denerwuję:/ Wyniki miałam po południu przez internet i niestety dalej poprawy nie ma a anemię jeszcze większa ech. W poniedziałek będę dzwonić do lekarza i zobaczymy co on na to. Pomyślałam że nie powinnam się denerwować bo to i tak nic nie da,co ma być to będzie ale muszę być dobrej myśli. Za to na poprawę humoru wybraliśmy się na pizzę a potem siedzieliśmy u Jarka bawiliśmy się z kotkiem którego Jarka brat przygarnął bo matka go odrzuciła.
Zobaczcie jakie maleństwo a jak już zaczyna psocić:)






Czytaj dalej »

SheInside

Na wielu blogach spotkałam się ze sklepem SheInside  i musiałam do niego zajrzeć:) Oj warto było ponieważ znalazłam wiele wspaniałych ciuchów. Co mi się też bardzo podoba to to że można płacić  naszą walutą jest do dla mnie duży plus. Ja pędzę przeglądać resztę ciuchów,zapewne na coś się skusze a was zostawiam z kolażem zdjęć tych rzeczy co najbardziej wpadły mi w oko.
Sami zobaczcie,jest naprawdę w czym wybierać a wybór mają ogromny:)

                                                                                    Bluzy
  
   1.Klik                                                      2,Klik                                              3.Klik

                                                                            Sukienki
1. Klik                                                             2. Klik                                        3. Klik

                                                                         Spodenki

1. Klik                                           2. Klik                              3. Klik                                4. Klik

                                                                 Swetry 

1. Klik                                              2. Klik                            3. Klik                              4. Klik

1. Klik                                              2. Klik                             3. Klik                             4. Klik

 Mi teraz ciężko się na coś zdecydować tyle rzeczy wpadło mi w oko:) 
A wy posiadacie coś ze sklepu SheInside ?

Czytaj dalej »

Przeszczep szpiku- moje doświadczenie

Od razu mówię że post będzie mega długi chociaż będę starać się pisać jak najkrócej:)Mam nadzieje że ktoś dotrwa do końca:)
Niektórzy myślą że ten temat jest dla mnie zbyt bolesny,że może nie chce do niego wracać ale ja uważam że ważne jest aby uświadamiać innych jak kruche jest ludzkie życie. Zacznę od początku.
Wszystko zaczęło się jak skończyłam liceum i poszłam na studium było to w 2006r. Poszłam do lekarza bo niepokoiło mnie czemu ciągle jestem zmęczona,czemu przejdę jakieś 10-15 metrów i muszę odpocząć. Dodatkowo mogłam spać do południa i byłam niewyspana,bolała mnie głowa a kiedy się męczyłam słyszałam w uszach bicie serca to jak szybko uderza. Początkowo wmawiałam sobie że to zwykłe przemęczenie że nic takiego ale kiedy trwało to dłuższy czas a ja czułam się jeszcze słabiej poszłam do lekarza i od razu zlecił morfologię. Pobrali mi krew i wróciłam do domu a po południu sam lekarz do mnie zadzw. abym natychmiast jechała do szpitala bo ma już wyniki i mam silną anemię. Hemoglobiny miałam 4 a norma jest 12-16 więc lekarze byli zdziwieni że sama zdołałam przyjść do szpitala. Tego samego dnia przetoczono mi krew i płytki krwi. Spędziłam tam 2 tygodnie gdzie szukano przyczyny co mi jest i gdzie tracę tą krew. Podejrzewali że gdzieś muszę mieć krwotok wewnętrzny zrobili USB brzucha,gastroskopię i wiele innych badań i nic nie znaleźli.

 Jednego dnia lekarz przyszedł i powiedział że muszą mnie wysłać na hematologię do Wrocławia bo oni zrobili już wszystko co mogą. Ja nieświadoma tego co mnie czeka na drugi dzień z mamą pojechałam do Kliniki Hematologii do Wrocławia. Tam w przychodni znowu pobrali mi krew i znowu wyniki były złe więc musiałam zostać i kolejne przetaczanie. Kiedy weszłam na górę na odział i zobaczyłam tabliczkę z napisem ,,Klinika Hematologii,Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku" stanęłam jak wryta i zaczęłam płakać. Weszłam dalej a tam pacjenci krążyli po korytarzu w większości już bez włosów w chustkach,inni w perukach ,jedni z kroplówkami inny siedzieli zajęci między sobą rozmową jeszcze inni jacyś zalatani ale co w tym wszystkim było dla mnie dziwne że większość była uśmiechnięta jak by nic się nie działo jak by dobrze rozumieli że musza walczyć i się nie poddawać. Ja w tym czasie usiadłam z pielęgniarką przy stoliku gdzie zapisywała mnie na przyjęcie do tego oddziału. Rozmawiając z nią co chwilę zerkałam przestraszona na to wszystko wokoło i ciągle patrzyłam na ten napis na tabliczkę. Wtedy do mnie dotarło że dolega mi coś poważnego skoro tu jestem.

Spędziłam tam miesiąc gdzie co jakiś czas miałam transfuzje. Pobrali mi szpik po czym czekałam jak wryta kilka dni na wynik. Lekarze podejrzewali białaczkę ale szczęście w nieszczęściu okazało się że to nie to. Następnie musieli zrobić biopsję szpiku czyli jak to lekarze mówię pobrać trepan. Oj bolało to niesamowicie ponieważ to już musieli ułamać kawałek kości z biodra do badania. Podali znieczulenie miejscowe ale i tak bolało a potem kila dni chodziłam obolała. Na wynik z tego trepana czekałam prawie miesiąc i wtedy wszystko było jasne -wykryli aplazję szpiku:( Lekarz powiedział że szpik nie pracuje że nie produkuje krwi,coś musiało go uszkodzić. W tamtej chwili miałam sto pytań na minutę typu jak to,dlaczego,czy to moja wina,od czego to się stało i co teraz będzie. Lekarz wytłumaczył mi że to poważna choroba. Zaczął zadawać wiele pytań czy w rodzinie ktoś chorował,czy miałam styczność z chemikaliami,czy brałam jakieś silne leki bo to wszystko mogło spowodować uszkodzenie szpiku ale nic takiego nie miało miejsca. Do teraz nie wiadomo co go uszkodziło. Lekarz powiedział że postara się pobudzić szpik do pracy lekami początkowo dawali mi sterydy jakieś 2,3 miesiące ale nie pomogło następnie inny lek zwany Cyklosporyną i dalej nic a ja w między czasie błądziłam raz szpital raz dom i ciągle miałam transfuzje bo krew spadała. Jednego dnia lekarz powiedział że skoro nie widać poprawy musimy pomyśleć o przeszczepie szpiku. Zapytał czy mam rodzeństwo powiedziałam że tak brata. Kiedy brat odwiedził mnie w szpitalu lekarz wszystko mu wyjaśnił i poprosił aby natychmiast jechał  do laboratorium gdzie wykonują badania na zgodności antygenów HLA. Wszyscy czekaliśmy w napięciu na wynik podobno jest tylko 24% szans że rodzeństwo jest zgodne. Jednego dnia siedząc na korytarzu z koleżanką co mnie odwiedziła podszedł do nas lekarz i powiedział że łzami w oczach że brat jest zgodny. Koleżanka też się popłakał a ja siedziałam i patrzyłam zero jakiejkolwiek reakcji wtedy lekarz zapytał,,nie cieszysz się?" ja mu na to,, ja nie chce przeszczepu". Wtedy zaczął mi tłumaczyć że to jedyna szansa dla mnie na wyzdrowienie że już nic innego mi nie pomoże ale ja się tak bałam. Następnie była rozmowa z profesorem Kliniki gdzie wytłumaczył mi jak przebiega proces całego przeszczepu.  Strasznie mnie nastraszył słowami ,,podamy szpik a następnie wszystko już w rękach Boga" Wtedy zrozumiałam że naprawdę muszę być twarda i nie będzie łatwo.

 We wrześniu poszłam na przeszczep gdzie byłam zamknięta w izolatce przez 2 miesiące i się zaczęło. Żeby wejść na izolatki musiałam przejść przez dwie pary drzwi następnie dostałam zdezynfekowana piżamę gdzie musiałam ją ubrać i przejść przez kolejne drzwi i prosto do łazienki pod prysznic aby nie wnieść żadnych bakterii.Nikt mnie nie mógł odwiedzać,byłam zupełnie sama w oszklonym pokoju jak intruz. Jedynie jak ktoś chciał mnie odwiedzić to przyjeżdżali pod okno i rozmawialiśmy przez tel bo nawet nie mogłam okna otworzyć:(

Musiałam mieć wszystkiego po 10 sztuk-piżam,szczoteczek do zębów,ręczników to wszystko mogłam użyć raz i szło do dezynfekcji. Kubki,talerze,czy sztućce musiałam mieć jednorazowe. Jedzenie musiało przechodzić przez mikrofalę a do tego ta cała dieta jałowa,bezglutenowa i bezmleczną. W niczym nie mogły się przedostać jakiekolwiek bakterie. Lekarze czy pielęgniarki jak wchodzili do mnie to w specjalnych fartuchach,rękawiczkach i masce na twarzy. Ciężko było ale wiedziałam że muszę sobie poradzić.Były dni że leżałam i nie wiedziałam co ze sobą robić,nachodziły mnie przeróżne myśli,płakałam i modliłam się żeby wszystko się udało. Często zadawałam sobie pytanie ,,dlaczego ja?" co ja takiego zrobiłam żeby zasłużyć sobie na to-nigdy nie dostanę na to odpowiedzi.

 Cały pobyt polegał na tym że musiałam leżeć jakieś pierwsze 2 tygodnie aby uodpornić się od bakterii i w między czasie robili badania czy nie mam żadnego wirusa bo musiałam być całkowicie zdrowa. Następnie kilka dni podawano mi najsilniejszą chemię (tak chemią chociaż to nie rak) musieli mi ją podać aby wyniszczyć mi mój szpik do zera. Podłączona wtedy byłam do tej chemii przez kilka dni 24 godz. na dobę cały czas uwiązana do kilku kroplówek na raz. Wtedy nie miałam całkowicie odporności wyniki spadały jeszcze bardziej ja czułam się coraz słabiej chociaż i tak lekarze powiedzieli że chemię zniosłam bardzo dobrze.Niestety spędziłam tam swoje urodziny sama nie wiedząc co tak naprawdę dalej będzie:/
 Następnie kiedy ja brałam chemię mój brat leżał na oddziale i był przygotowywany do pobierania szpiku. Musiał spędzić jakiś tydzień w szpitalu ponieważ musieli kilka dni go wzmacniać potem pobierali szpik a wyglądało to tak że leżał na specjalnym łóżku a w obu ramionach miał wenflony i od nich szły dojścia gdzie z jednej ręki szła krew do separatora czyli takiego ja to mówię komputera i wracała do drugiej ręki. W separatorze oddzielane są komórki macierzyste od krwi czyli to co jest potrzebne dla mnie. Ja to opisuję swoimi słowami żebyście mnie więcej wiedzieli ale jeśli chcecie to na stronie DKMS jest to fachowo opisane. Na drugi dzień mój brat wyszedł do domu a ja dostałam jego szpik. Oczywiście ja cały czas byłam w tej izolatce. Przeszczep wyglądał jak przetoczenie krwi zwyczajnie pomału kilka godzin spływał  a ja leżałam. Lekarze byli cały czas przy mnie i wszystkiego pilnowali. W dniu przeszczepu byłam słaba po tej całej chemii więc nie bardzo pamiętam ten dzień jedynie pamiętam że ciągle pobierali mi krew i robili wyniki aby sprawdzić czy wszystko idzie dobrze. Potem kolejne dni to już tylko czekanie czy wszystko się przyjmie i czy wyniki rosną. Na szczęście się udało:)) Wyniki nawet zadziwiająco szybko rosły i nie trzeba już było wykonywać kolejnych transfuzji:) W między czasie zaczęły wychodzić mi włosy,okropne to uczucie kiedy złapałam za nie a one zostawały w dłoni. Było to straszne uczucie,plątały mi się myśli po głowie jak ja teraz będę wyglądać co będą mówić inni ludzie jak mnie zobaczą,wstydziłam się. Pielęgniarka zaproponowała że może mnie ogolić, pomyślałam że tak będzie mi łatwiej bo nie mogłam już patrzeć jak moje włosy walają się to na poduszce to na ziemi. Po wszystkim chodziłam już tylko w chustce.  Miesiąc po przeszczepie wyszłam do domu. Tak więc całe dwa miesiące spędziłam w izolatce ale najważniejsze że wszystko poszło dobrze.Jeszcze nie mogłam wychodzić z domu bo wyniki nie były idealne i musiałam uważać ale ważne że w domu:)O dziwo nigdy już nie wróciłam do szpitala jedynie jakoś co pół roku na kontrolę ale zawsze już było wszystko dobrze a lekarze mówili że jestem już zdrowa żebym nie wracała myślami do tego:)

Aż do teraz...po siedmiu latach wszystko zaczęło się od nowa. Pewnego dnia obudziłam się a w ustach miałam krew,poszłam do łazienki i zobaczyłam że krwawię z dziąseł. Poszłam szybko do dentystki ale ona powiedziała że to nie jest normalne i że powinnam zrobić morfologię. Pomyślałam że nie będę panikować i jak się to powtórzy to wtedy się przebadam. Tego samego dnia na wieczór sytuacja się powtórzyła więc wsiadłam w auto i pojechałam z koleżanką i jej chłopakiem do najbliższego szpitala. Była to godz. około 23ej kiedy dotarliśmy a ja wytłumaczyłam lekarzowi co mi jest od razu pobrał mi krew i znowu wyszło że mam silną anemię. Lekarz powiedział że najprawdopodobniej to wraca. Zostałam kilka dni w tym szpitalu bo oczywiście znowu musieli mi przetoczyć krew i płytki a następnie karetką przewieźli mnie do Kliniki do Wrocławia gdzie się się leczę. Moja lekarka zleciła badania na wszystko i każde wyniki wyszły dobrze ale anemia ciągle była.Spędziłam miesiąc w szpitalu(dlatego miałam zastój na blogu,to był czerwiec) wypuszczono mnie  na początku lipca i na razie biorę sterydy. Lekarze powiedzieli że jeśli sterydy nie pomogą to wtedy dadzą inny lek a jeśli nadal nic to będzie konieczny przeszczep:/ Jak na razie drugi miesiąc biorę sterydy i jakieś dużej poprawy nie ma raz wyniki spadają a raz rosną. Teraz w piątek znowu robię morfologię i zobaczymy czy coś się poprawią ale ja wątpię ponieważ odczuwam że szybko sie męczę jak coś robię. W poniedziałek mam zadzwonić do lekarza i zobaczymy co dalej. Mam tylko nadzieję że nie będzie mi kazał jechać do szpitala ale to już zależy jakie w piątek będą wyniki.
Tak więc teraz zostało mi tylko czekać czy będzie jakaś poprawa. Bardzo bym chciała żeby wyniki poszły w górę,żeby szpik zaczął pracować i żeby obeszło się bez tego przeszczepu. Drugi raz w tej izolatce,drugi raz chemia,drugi ram miałabym stracić włosy i drugi raz przechodzić to wszytko? No jeśli będzie to już konieczne to nie będę miała wyjścia ale cały czas się modlę żeby leki zadziałały.

Tak więc wreszcie się odważyłam na ten post:) Długo się do niego zbierałam bo nie chciałam aż tak prywatnych spraw wyciągać do bloga ale pomyślałam że jednak będzie mi lepiej jak wyleję to siebie:)
Teraz zaczęłam dostrzegać piękno w każdym momencie życia. Doceniam każdą chwile np. zwykła kawa z przyjaciółką nabiera dla mnie innego znaczenia niż dotychczas. Kiedy jadę autem czy idę na spacer rozglądam się dookoła i  myślę jakie piękno tworzy natura gdzie kiedyś nie zwracałam na to uwagi. Widząc zwykłe motylki przysiadam na moment i przyglądam się nim zastanawiając co one wyprawiają:)
Ech nie będę już pisać bo mogłabym tak w nieskończoność:)

,,Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia, a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś,jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro?
Wy­korzys­taj ten dzień dzi­siej­szy. Obiema ręko­ma obej­mij go. Przyj­mij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, po­wiet­rze i życie,je­go uśmiech, płacz, i cały cud te­go dnia.Wyjdź mu nap­rze­ciw."   

                                   Phil Bosmans


Czytaj dalej »

Moja pierwsza sesja

Dzisiaj zabrałam koleżanki córkę Kingę na sesję. Super mi się z nią współpracowało i było przy tym sporo śmiechu.
Od razu mówię że to moja pierwsza sesja zdjęciowa i wiem że jest wiele niedociągnięć, ale pomimo to i tak jest z siebie zadowolona :)
A wam jak się podoba? Chętnie wysłucham jakiś rad:)








I na koniec Kinga strasznie chciała takie zdjęcie:P

Czytaj dalej »

Zapiekany camembert z malinami :)

Ostatnio przeglądając blogi natrafiłam na kulinarny blog Zosi i kiedy zobaczyłam ten przepis od razu wiedziałam że muszę to wypróbować:) Jest to zapiekany camembert z malinami. Tak tak z malinami:)) Pewnie się zdziwiłyście jak połączyć ser pleśniowy i maliny,ja od razu się zastanawiałam jak to będzie smakować:) Zrobiłam i muszę przyznać że przepyszne to jest:)

Potrzebujemy:
* ser camembert
* maliny
* świeży tymianek
* oliwa z oliwek
* szczypta soli

Na początek nastawiamy piekarnik na 200st.C. Następnie bierzemy ser i odcinami jego górną część. Kładziemy maliny posypujemy szczyptą soli i kładziemy listki tymianku.Lekko skrapiamy oliwą a następnie ,,zamykamy". Tak przygotowaną przystawkę wkładamy do piekarnika na niecałe 15 min(najlepiej doglądać).








Czytaj dalej »

Nowość od Bellast

Czy słyszałyście możecie o sklepie internetowym Bellast,a może zamawiałyście już coś od nich?
Sklep ten ma w swojej ofercie duży wybór przepięknej biżuterii i naprawdę mi było ciężko się zdecydować co wybrać. Musze przyznać że przesyłka bardzo szybko do mnie dotarła i jeśli chodzi o kontakt ze sklepem to jest naprawdę super.  Muszę się wam pochwalić jakie piękności dotarły do mnie. Kiedy otworzyłam kopertę z przesyłką musielibyście widzieć mój uśmiech:) Mi się strasznie podobają do tego uwielbiam motyw Touso-wego misia a te cyrkonie w środku prześlicznie się mienią kolorami.




                                 Do kupienia TUTAJ


                                Do kupienia TUTAJ

Zamawiałyście coś ze sklepu Bellast ? Pochwalcie się co kupiłyście:)
Czytaj dalej »

Farba BioKap

Dzisiaj pokaże wam moją małą metamorfozę jak z blondu przeszłam na ciemny kolor a to przy pomocy farby BioKap. Postanowiłam że już nigdy nie użyję zwykłej farby do włosów a jedynie będę farbować włosy henną. Jako że miałam włosy blond to bałam się czy henna złapie na takich rozjaśnianych więc na początek postanowiłam kupić w aptece farbę BioKap.

-----------------------------------------Kilka słów od producenta----------------------------------------
BIOKAP® Nutricolor to pielęgnacyjne farby do trwałej koloryzacji włosów, o naturalnej formule z wysoką zawartością składników pochodzenia roślinnego, delikatne dla skóry głowy oraz słabych włosów. Stworzone zostały, aby zminimalizować ryzyko wystąpienia reakcji alergicznych, bowiem ze składu farb BIOKAP® Nutricolor wyeliminowane zostały niektóre wysoce drażniące substancje chemiczne, odpowiedzialne za uczulenia i niszczenie włosów.
Dla kogo farba BioKap Nutricolor:
dla osób ze skłonnością do alergii i reakcji uczuleniowych
  • dla osób, które propagują naturalny, zdrowy styl życia
  • dla osób, którym zależy na trwałej, lecz bezpiecznej koloryzacji
  • dla kobiet w ciąży, które nie chcą stosować standardowych chemicznych farb
  • dla osób ze skłonnością do alergii i reakcji uczuleniowych

Farby do włosów BIOKAP® Nutricolorzawierają w swoim składzie aktywne wyciągi roślinne, które stanowią ponad 90% mieszanki koloryzującej.

--------------------------------Moje odczucia---------------------------------

Ja jestem bardzo zadowolona z efektu i całego działania tej farby. Podczas farbowania skóra mnie ani trochę nie swędziała ani nie piekła co baardzo często odczuwałam siedząc z inną farbą na głowie. Dodatkowo co dla mnie jest bardzo ważne nie czułam kompletnie zapachu farby nic a nic:) Ja wybrałam kolor 6.3 czyli ciemny złoty blond i powiem szczerze że bałam się czy mi wyjdzie na rozjaśnianych ale po zmyciu farby od razu się uśmiechnęłam bo kolor bardzo mi się podoba:) Dodatkowo zawsze przy farbowaniu wypadało mi mnóstwo włosów a tym razem tego nie zauważyłam. Zapytałam też fryzjerki czy odczuwa żeby włosy były jakoś zniszczone po tej farbie to powiedziała że nie,że są w takim samym stanie jak przed:) Farbowałam wczoraj więc nie mogę powiedzieć co do trwałości koloru ale na dniach dam znać jak się kolor utrzymuje:)
Tak więc ja jestem zadowolona z tej farby i szczerze mogę ją polecić:)

Zdjęcie musiałam dodać z internetu ponieważ kupiłam farbę jadąc prosto do fryzjerki i nie miałam możliwości sfotografowania:)

A tak wyglądają moje włosy:)
Niestety nie mogę pokazać się z profilu ponieważ jak wspominałam biorę sterydy a po nich mam policzki jak chomik więc wolę się na razie nie pokazywać :) Jedno tylko zdjęcie udało mi się jakoś w miarę zrobić to jest na moim instagramie :)


Używałyście kiedyś tej farby? Byłyście zadowolone?

Czytaj dalej »

Lubiąż Zamek Cystersów

Wczoraj wybrałam się z przyjaciółmi i moim Jarkiem(tak mogę już powiedzieć że kogoś mam:) ) do Lubiąża na Zamek Cystersów. Wiem miałam się oszczędzać ale ileż można:)Pomyślałam że nic mi się nie stanie jak trochę się wyrwę.Myśleliśmy co by tu w okolicy pozwiedzać i padło na zamek w Lubiążu ponieważ ja nie mogę daleko jeździć a tu akurat mieliśmy niecałą godz.drogi. Pozwiedzaliśmy na spokojnie a potem pojechaliśmy coś zjeść i tak minęła nam niedziela.

Klasztor Cystersów w Lubiążu jest największym opactwem cysterskim na świecie oraz drugim pod względem wielkości kompleksem sakralnym. Obecnie trwają prace i nie wiele jest sal udostępnionych do odwiedzenia ale i tak robi wrażenie. Zobaczcie sami:)



                             
                                                                                           






Tak więc przyznam że jest to miejsce godne polecenia i warto je zwiedzić. Zapewne jak je odrestaurują to będzie jeszcze piękniej bo teraz jest mało sal udostępnionych przez to że trwają prace renowacyjne. Przewodnik super opowiadał całą historię aż chciało się słuchać. 
Był może ktoś z was na tym zamku?

Tak na zakończenie powiem wam że w następnym poście pokaże wam moją metamorfozę jak z blondu przeszłam na brąz:))
Czytaj dalej »

Mmm...cukinia:)

Lubicie cukinię? Ja przyznam że mi smakuje ale jakoś nigdy jej nie przyrządzałam.Dostałam ostatnio trzy cukinie i myślałam co z nimi zrobić a że nie miałam jakieś specjalnej weny do gotowana to zrobiłam ją w panierce. Pokroiłam w plasterki posypałam przyprawami ja daje sól,pieprz,paprykę słodką i zioła prowansalskie a następnie obtoczyłam w jajku i bułce tartej i na rozgrzany olej.  A wy jak przyrządzacie cukinie,macie jakieś sprawdzone przepisy?Chętnie bym zrobiła ją inaczej więc podrzućcie jakieś sprawdzone pomysły:)




Czytaj dalej »

Spodenki DIY

Dzisiaj naszła mnie wena i postanowiłam że przerobię sobie spodenki. Jakiś rok temu kupiłam w Croppie spodnie i nigdy ich nie nosiłam bo w domu stwierdziłam że jakoś dziwnie na mnie leżą:) Dzisiaj wygrzebałam je z dna szafy i stwierdziłam że zetnę je na krótkie spodenki i dodam do nich ćwieki. Jeszcze tylko muszę dać je do podszycia i będą gotowe:)
 Złapałam za nożyczki i wzięłam się do roboty:)


I ja wam się podoba? Od razy mówię że mam dwie lewe ręce do takich przeróbek ale myślę że nie wyszło aż tak źle:) Może macie jakieś pomysły co jeszcze z nimi zrobić może je zetrzeć albo zrobić jakieś dziury,chętnie wysłucham i coś jeszcze z nimi wymodzę:)
Czytaj dalej »

Moje odkrycie od Organique

Jak pewnie zauważyłyście uwielbiam produkty firmy Organique. Mają wspaniałe kosmetyki od kul do kąpieli,maseczek,maseł do ciała po przeróżne mydełka i mogłabym tak wymieniać wiele ich produktów. Jeszcze na ani jednym ich produkcie się nie zawiodłam. Ostatnio dostałam od koleżanki próbki pelengu enzymatycznego z ziołami i od razu poleciałam kupić pełny produkt. Tutaj wspominałam wam o produktach do pielęgnacji twarzy z serii Basic Claener i z tej samej serii jest peleng.
Jak leżałam ostatnio w szpitalu to zaczęłam mieć zanieczyszczoną cerę a do tego jak biorę różne leki toż nie fajnie wpływa na moją skórę a do tego dostałam dziwne krostki w okolicach szyi i przy policzkach. Testowałam wszystko różne toniki,kremy maski oczyszczające,maść z wit.A aż użyłam tego pelengu. Znalazłam wybawcę:P 

---------------------Kila słów od producenta------------------------
Peeling enzymatyczny, przeznaczony do każdego typu cery, nawet wrażliwej i alergicznej, wykorzystujący doskonałe właściwości eksfoliujące enzymów z owoców papai i ananasa. Jego działanie złuszczające wzmocnione zostało przez koktajl kwasów owocowych oraz kaolin. W trakcie zabiegu wnika w pory skóry i oczyszcza je z nadmiaru sebum i zanieczyszczeń. Połączenie tych surowców w jednym preparacie zapewnia delikatne, a zarazem optymalne oczyszczenie. Odpowiednią ochronę skóry gwarantują ekstrakty ziołowe z krwawnika, prawoślazu i melisy, które łagodzą i zapobiegają podrażnieniom. Kompleks Regu®- cea pozyskiwany z ziaren jęczmienia wykazuje dużą skuteczność w walce z problemami skóry naczyniowej. Hamuje reakcje zapalne, redukuje zaczerwienienia i w znacznym stopniu przyczynia się do poprawy wyglądu skóry.
Po zastosowaniu cera odzyskuje blask i jest doskonale przygotowana do dalszej aplikacji kosmetyków.
----------------------Sposób użycia-----------------------
Na oczyszczoną skórę nanieść niewielką ilość produktu, pozostawić na około 5 minut, następnie delikatnie przemasować skórę wilgotnymi dłońmi przez kolejne 5 minut. Dokładnie zmyć wodą i zastosować Mild Tonic.

---------------------Moje odczucia--------------------------------------
Skóra jest bardziej oczyszczona i gładka,dużo mniej widocznych porów.Po kilku użyciach mogę powiedzieć że mam mniej krostek z czego jestem strasznie zadowolona bo liczyłam że mi w tym pomoże i jednak kolejny raz się nie zawiodłam na tej marce. Szczerze mogę polecić ten peeling  bo naprawdę ma świetne działanie.Ja jestem z niego bardzo zadowolona i wiem że zostanie ze mną na dłużej:)

Lecę właśnie go nakładać na twarz:)







Czytaj dalej »
Copyright © 2014 tyyna , Blogger